Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwasy. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą kwasy. Pokaż wszystkie posty

16:34

Targi EKOCUDA, The Ordinary i Zapach Ciszy

Targi EKOCUDA, The Ordinary i Zapach Ciszy
Ostatni weekend był bardzo ciekawy. Przyszło zamówienie z The Ordinary i Zapach Ciszy. Do tego pierwsza edycja targów Ekocuda w Gdańsku, a ja bym chciała podzielić się swoimi wrażeniami.

Ekocuda - Gdańsk - Targi Kosmetyków Naturalnych Vol. 1, 17-18 marca 2018 r.

W sobotę było zimno. Na zewnątrz było -4°C, odczuwalne było -14°C. W hali nie wiem dokładnie ile było - coś około mniej niż 8°C, bo mama miała białe palce (objawy Raynauda). Było też minimalnie tłoczno jednak nie na tyle, aby mieć jakiś wybitny problem z przejściem z miejsca na miejsce. Wiadomo były oblegane stanowiska jednak wystarczyło poczekać chwilę i ludzie szli dalej. W niedzielę zaś już było lepiej z temperaturą na hali, ale myśmy z mamą były na warsztatach, a tam temperatura była niższa i w dodatku światło było żółte, słabe i ogólnie do d.. No przykro mi, ale organizator nie zadbał odpowiednio o temperaturę pomieszczeń hali i o oświetlenie - uważam to za kompletną porażkę organizacyjną.

Zdjęcie z niedzieli, kiedy było już cieplej.

W sobotę robiłam zakupy, a w niedzielę byłam na warsztatach. Wcześniej przejrzałam wystawców i nawet napisałam o tym na blogu na co będę polować (O TUTAJ). Plan był dobry, bo wiedziałam co chce, ale niektóre produkty tak mnie zauroczyły, że kupiłam coś ekstra na spółkę z mamą.

Kolorówka

Sobota. W pierwszej kolejności po wejściu na targi to odwiedzenie Pixie Cosmetics. Łącznie z czekaniem i samym doborem dla 2 osób spędziłyśmy tam 45 minut. Dobrany podkład w sumie nie wiem czy mi odpowiada kolorystycznie, próbki mojego podkładu matującego na stronie wystawcy już nie było. Wzięłam sobie wersję rozświetlającą, mamie wersję matującą i rozświetlającą oraz bronzer i puder glinkowy (wszystko za 1grosz + koszt wysyłki). Mama miała już małe oczy pod koniec dnia, czuła ściągnięcie na twarzy od podkładu, generalnie coś było nie tak. Ja minimalnie też to czułam. Oczywiście oświetlenie według mnie pozostawia wiele do życzenia mimo lamp postawionych na scenie przez Pixie.

Niedziela. Warsztaty z Annabelle Minerals. Atmosfera była luźna. Pytaliśmy się o to co nam przyszło do głowy i na wszystko usłyszeliśmy odpowiedz. Pani Izabella Wiśniewska zaprezentowała nam 2 techniki nakładania podkładu i pomalowała 3 osoby, gdzie każda wyglądała naprawdę korzystniej w porównaniu z tym jaki wcześniej miała makijaż czy tam jak była bez makijażu. Podkład naprawdę fajnie się wtapiał w skórę u wszystkich i wyglądało to naturalnie. Temperatura otoczenia była cienka, oświetlenie też więc przenieśliśmy się do stoiska, aby Pani nam dobrała podkład. I tutaj muszę powiedzieć, że ja z moją wadą wzroku nic nie widzę szczególnie w takim świetle, więc i tak wolałam kupić zestaw miniaturek podkładów kryjących niż wierzyć na słowo w tym sztucznym świetle, że dobrany podkład mi pasuje. Tutaj jakbym jeszcze chciała być uszczypliwa to bym zwróciła uwagę, że na warsztatach Pani Izabella mówiła, aby nie stukać końcówką pędzla w stół tak jak to mówią na YouTube, aby podkład wszedł w pędzel, bo to tylko marnowanie produktu,bakterie itp. natomiast jedna z Pań obsługujących na stoisku właśnie to robiła. Miło spędziłam czas to czepialska nie byłam. :) Z racji tego, że było już późno to podkłady miałyśmy na twarzy stosunkowo krótko. Jestem już po testowaniu pierwszych odcieni z zestawu i nic złego się nie dzieje. Zestaw ma 16 odcieni i na tej podstawie sprawdzę z mamą czy dobrane odcienie nam faktycznie pasują. To jest też dobra okazja do nauczenia się nakładania podkładu i przetestowania, jak się trzyma na skórze przed kupnem pełnowymiarowego produktu. Jeszcze w przypadku, gdy się opalimy to będziemy mogły śmiało zrobić sobie mieszankę podkładu zamiast znowu szukać pasującego odcienia.

Gdy przyjdą próbki z Pixie to będę wybierać z mamą, który podkład lepszy chodź wydaje mi się, że Pani Izabella skutecznie nas zachęciła do wypróbowania marki Annabelle. Dziwi mnie fakt, że w sumie przy stoisku Pixie na początku targów w sobotę było dużo osób, natomiast później, gdy przechodziłam to do toalety czy wychodziłam to nikt tam nie stał, albo widziałam 2 osoby. W niedzielę już od wejścia tam nikogo nie było z klientów, przy wychodzeniu czy wizycie w toalecie tak samo, albo z 2 osoby w przeciwieństwie do Annabelle, gdzie kolejka była zawsze długa.

Odnośnie Amilie Mineral Cosmetics i Ecolore było tak skromnie, tak mało miejsca i słabiutkie lampy, że po prostu szkoda było tracić czas na stanie i dobieranie podkładu, bo i tak nic nie było widać.

Odnośnie innych wystawców

NAJWAŻNIEJSZE
Czemu tak wielu wystawców nie chce sprzedawać/rozdawać próbek? Ja wiem, że lepiej jakby ktoś kupił pełnowymiarowy produkt, bo to zysk, ale dla mnie nawet możliwość kupna próbek jest super rozwiązaniem, bo jestem w stanie w domu stwierdzić czy produkt mnie uczula, czy coś tam zdziała, czy konsystencja jest ok i inne na na na na. I o ile są testery z możliwością powąchania i dotknięcia to dziwie się, że wszystkie marki z kolorówką nie sprzedają próbek (no ukłon w stronę Annabelle, że zabrali zestawy miniatur, chodź i tak im się jeden zestaw skończył). Nikt mi nie powie, że przy takim świetle podkład u każdego jest odpowiednio dobrany. Ja bym wolała kupić u wszystkich próbki takie dosłownie na 3 razy i samemu w domu sobie dobrać w odpowiednim świetle bez towarzystwa innych ludzi.  Tym bardziej, że firmy sprzedają próbki tylko nie zabrali ich na targi. No.. :(

Wydaje mi się, że drogeria-ekologiczna.pl zmarnowała trochę potencjał z kubeczkami menstruacyjnymi. Sama chciałam kupić, zainteresowanie było spore, Pani ciągle się produkowała i tłumaczyła na czym to polega, ale tych kubeczków co ja chciałam po prostu nie było, bo nie wzięli wszystkich marek jakie mają w ofercie.

Wygląd to nie wszystko. Przeglądając mydła na stronach internetowych wystawców to miałam jakieś tam upatrzone sztuki do powąchania. Wszystkie mnie rozczarowały. Słynne mydło w sztyfcie śliwkowe Ministerstwa Dobrego Mydła było prawie bez zapachu, sztyfty od Hagi dla mnie śmierdziały, a nie pachniały. Wszystkie te takie ładnie wyglądające kosteczki tylko ładnie wyglądały. Nie ujmuje ich właściwościom, bo przecież może mieć super działanie, ale ja nie będę się myć mydłem o zapachu starszych ludzi albo środka na mole do szafy, bo ja chce pachnieć świeżo. Tutaj wygrała dla mnie najmniej oczywista firma Naturalne Mydła Wiedeńskie ponieważ wyglądem nie zachęcało do kupna, ale zapach jest śliczny i z całych targów najlepszy. 

Największym rozczarowaniem dla mnie było Ministerstwo Dobrego Mydła. Nie wiem czy to wina testerów, bo może wywietrzały, no ale..  smutek jest. Będę na kolejnej edycji ekocudów w Warszawie i jeżeli oni też będą to na pewno sprawdzę jeszcze raz zapachy.

Zakupy


Ezti Candles - wosk sojowy exotic summer (20zł)
BLEUET - próbki
Naturalne Mydła Wiedeńskie - mydła zielona łąka, pomarańcza, mięta + próbki (36zł? nie jestem pewna)
4 szpaki - hydrolat z róży damasceńskiej (29zł), puszysty mus do ciała konopie i pomarańcza (29zł) + próbki
Bioselect - próbka
Mokosh - masło do ciała melon z ogórkiem (45zł)
Manufaktura Lawenda - mus do mycia czekoladowy (29zł)
Full Mellow - arbuzowe masło do ciała (49zł)
Orientana - krem z morwą i lukrecją + próbki
napieknewlosy.pl - banfi (20zł) i mgiełka szungitowa (15zł)
Veoli - próbki
Cherry Soap - hydrolat Oczar Wigilijski (22zł)
Fresh and Natural - balsam do skórek (14.99zł)


Annabelle Minerals - pędzel short top (35,91zł),  zestaw miniaturek podkładów kryjących go coverage (35,91zł)

Podsumowując targi

Tak jak widać jakiejś super promocji na targach nie było, próbek nie dawali czy też nie sprzedawali. Tyle, że kupiłam produkty bez kosztów wysyłki. Z niektórymi wystawcami naprawdę bardzo miło się rozmawiało. Nie rozumiem wystawiania produktów i postawienia studentek w roli sprzedawców. Naprawdę umiem czytać i jak się o coś pytam to oczekuje czegoś więcej niż czytania z etykiety co produkt ma w sobie. A dużo tych produktów nie było na tym stoisku..z resztą nieważne. Grube tęgi powinni zgarnąć organizatorzy za temperaturę i oświetlenie. Targi spędziłam miło i wybiorę się na kolejną edycję.


Zapach Ciszy

Już wcześniej pisałam, że przeglądając wystawców z targów był drobny błąd ponieważ pdf stanowisk odnosił się do poprzedniej edycji targów, a ja upatrzyłam sobie krem przywrotnik do przetestowania. Akurat był dzień kobiet więc złożyłam zamówienie i dostałam w gratisie krem w płynie przywrotnik płacąc łącznie 39zł z kosztami wysyłki. Już teraz powiem, że krem w płynie jest świetny i to chyba będzie hit mojego życia.

No niestety wyjechałam i nie zabrałam tłustego kremu ze sobą, a to jedyne zdjęcie na których są razem.

Zapach ciszy - krem w płynie przywrotnik 30ml
Zapach ciszy - krem tłusty przywrotnik 50ml

The Ordinary

Oprócz tego wszystkiego to... Jest! Już mam! Wyczekiwana, ukochana, wychwalana przez wszystkich marka Deciem The Ordinary zawita w mojej pielęgnacji.


The Ordinary - Salicylic Acid 2% Solution - 30ml (5.30 Euro)
The Ordinary - AHA 30% + BHA 2% Peeling Solution - 30ml (7.20Euro)
The Ordinary - Lactic Acid 10% + HA 2% - 30ml (6.79 Euro)
The Ordinary - Azelaic Acid Suspension 10% - 30ml (7.20 Euro)

Kwasy AHA+BHA i azelainowy zamówiłam z myślą o poprawie kolorytu skóry. Pozostałe dwa z myślą o pozbyciu się zaskórników. Nie szukam spektakularnych efektów, ale gdyby trochę pomogło to bym się nie obraziła. :) 

Myślę, że systematycznie będę wstawiać recenzje tych produktów. No to w sumie tyle kupiłam. Był ktoś na targach? Jak wrażenia? ;)

14:44

Kwasy - białe plamy (frosting i blanching)

Kwasy - białe plamy (frosting i blanching)
Kwasami bawić się można, ale należy robić to z głową. Podczas używania kwasów zdarzyło mi się zobaczyć na twarzy coś o czym wcześniej nie czytałam i nie miałam pojęcia, czy moja reakcja jest poprawna, czy może tak miało być i miałam to zostawić. Teraz wiem, że na twarzy miałam plamkę blanszu (ok 2x3mm) i dobrze zrobiłam zmywając kwas.

Istnieją takie pojęcia jak frosting i blanching. Ponieważ ja nie znalazłam jaki to ma odpowiednik w naszym języku nazwę to po prostu szronienie i blanszowanie. Szukając jakichkolwiek informacji na ten temat można odnieść wrażenie, że to jedno i to samo - oczywiście tak nie jest. Szronienie i blanszowanie jest ze sobą mylone ze względu na podobny wygląd na skórze jednakże różnica jest w czynniku wywołującym.

Szronienie jest osadem soli - pozostałość krystaliczna, która występuje gdy pewne składniki peelingu wyparują. Ten osad nie ma nic wspólnego z tym co się dzieje w naskórku i skórze właściwej i dotyczy tylko tego, co jest stosowane na powierzchni naskórka. Ze względu na kolor, szron będzie bardziej oczywisty do rozróżnienia u osób ciemnoskórych. Na jasnych jest bardzo mylące z blanszowaniem. Najczęściej występuje przy używaniu kwasów salicylowych i nie przeszkadza w dalszej eksfoliacji.

Blanszowanie jest poparzeniem i kolor jest zależny od głębokości oparzenia. Średniej głębokości i głębokie peelingi chemiczne są wykonywane w celu wywołania blanszowania całej twarzy. Kwas trójchlorooctowy (TCA) jest najczęstszym środkiem złuszczającym w głębokiej penetracji skóry. Dąży się do jakiegoś obranego poziomu bieli osadu - im jaśniejsza biel tym kwas bardziej penetruje skórę i takie postępowanie może być zamierzone (ale najczęściej ludzie tego nie chcą, skutki mogą być naprawdę okropne wystarczy pooglądać youtuba). Po takim zabiegu można spodziewać się brązowych plam, blizn. Gdy już się twarz złuszczy to nowa skóra jest bardzo delikatna, cienka i najprawdopodobniej różowa. Blanszowanie może wystąpić sporadycznie przy użyciu lżejszych kwasów w małych obszarach ponieważ akurat tam kwas wniknął głębiej. Inne powody występowania blanszowania:
  • używanie retinolu w trakcie kuracji kwasami (czasami specjalnie używa się retinolu aby kwas głębiej spenetrował skórę),
  • otwarte rany, wyciśnięte pryszcze - kwas głębiej wnika ponieważ obszar w którym był 'guz' został wyczyszczony i jest otwarty,
  • skóra jest naturalnie cieńsza w niektórych miejscach i kwas przenika szybciej (obszar pod oczami, nad wargą, fałdki nosowe).
Najprostszym sposobem na rozróżnienie szronienia i blanszowania jest przesunięcie/zmycie osadu neutralizatorem. Szron zniknie/przesunie się natomiast blansz zostaje w miejscu do momentu aż skóra się znormalizuje (nawet kilka godzin). W przypadku gdy dotknie nas nieplanowane blanszowanie należy oczyścić to miejsce neutralizatorem, potem wodą. W tym miejscu skóra może być czerwona i bardziej wrażliwa. Należy stosować filtry przeciwsłoneczne i kremy kojące.


Mnie blanszowanie dotknęło gdy kwas spłynął w kącik ust (po 20 minutach osad zniknął).

17:57

Kwas glicyretynowy (ekstrakt z lukrecji) w ŁZS

Kwas glicyretynowy (ekstrakt z lukrecji) w ŁZS
Zainteresowałam się tym kwasem gdy rozmawiałam z Sarą (jej blog) o składach kosmetyków. Siedziałam i opracowywałam w głowie jakiś sprytny system zapamiętania składników na podstawie jej opracowania składów (tutaj). (W końcu wykminiłam jak łatwo zapamiętać silikony, ale to nie o tym :D). Wtedy sobie myślę, a zobaczymy w praktyce i wzięłam krem Bioderma Sensibio DS + do ręki bo był najbliżej. Oczywiście składu nie było na opakowaniu więc poszukałam na internecie i znalazłam na stronie producenta:

AQUA/WATER/EAU, COCOS NUCIFERA (COCONUT) OIL, PROPYLENE GLYCOL, CAPRYLIC/CAPRIC TRIGLYCERIDE, DIMETHICONE, GLYCYRRHETINIC ACID, SORBITAN SESQUIOLEATE, PIROCTONE OLAMINE, GLYCERYL UNDECYLENATE, CLIMBAZOLE, MANNITOL, XYLITOL, RHAMNOSE, FRUCTOOLIGOSACCHARIDES, LAMINARIA OCHROLEUCA EXTRACT, CETYL ALCOHOL, CARBOMER, SCLEROTIUM GUM, SODIUM HYDROXIDE, PHENOXYETHANOL. [BI 488V2]

Jak zobaczyłam acid zaczęłam zastanawiać się co to za kwas ponieważ aktualnie stosowałam kwas migdałowy na twarz. Analizowałam cały skład i poniosła mnie lawina myśli ponieważ ten krem bardzo mi pomaga przy ataku łzs na twarzy, a na cosdna.com pokazywało, że skład ma bardzo dobry. Wtedy jakiś cichy głos w mojej głowie powiedział "a gdyby tak na głowę". No i zaczęłam szukać informacji co to jest.

Informacji, dostępnych na stronach internetowych jest w sumie bardzo mało porównując tak co można znaleźć o kwasie migdałowym. No ale, że ja internetowi nie wierzę, a ilość informacji jest nadzwyczaj mała to standardowo szukam informacji w publikacjach medycznych.

Znalazłam artykuły pokazujące, że ten kwas ma zastosowanie w leczeniu u ludzi: raka, chorób wątrobowych w tym HCC, przewlekłych zakażeń błony śluzowej nosa, nerek, wrzodów trawiennych i zapaleń wszelakich. Badania na zwierzętach pokazują, że kwas pomaga przy walce z HIV, zapaleniami mięśni gładkich, na zapalenie oskrzeli, przy reumatoidalnym zapaleniu stawów.

Ciekawostka: Znalazłam nawet badanie potwierdzające, że istnieje zależność między kolorem, a ilością substancji aktywnych.

Po przekopaniu artykułów o raku i wątrobie znalazłam badania pokazujące, że kwas glicyretynowy połączony z nawilżaczami może pomóc przy atopowym zapaleniu skóry, jednocześnie jest kolejne badanie pokazujące, że kwas nie wpływa na szybkość przekazywania substancji aktywnych - najlepiej robi to gliceryna. Krem zawierający kwas, mocznik, glicerynę działaja lepiej niż kontrolne próbki (placebo, bez środka nawilżającego). Dodanie środków nawilżających do miejscowego leczenia przeciwzapalnego było bardziej skuteczne niż samo leczenie przeciwzapalne kwasem i powodowało mniejszą liczbę zmian skórnych. Dodatkowo kolejne badanie pokazujące, że gliceryna + kwas pomagają na blizny i poprawia gojenie się ran. Potem jest kolejne badanie pokazujące, że kwas + lecytyna sojowa przyspiesza efekt przeciwzapalny. 

Znalazłam badanie w którym chciano ocenić wpływ emulsji lipidowej w której skład wchodził korzeń lukrecji na kliniczne objawy atopowego zapalenia skóry u 45 psów z niesezonowym/ łagodnym/ umiarkowanym atopowym zapaleniem skóry. Wnioskiem jest to, że emulsja miała korzystne efekty kliniczne, jednak nieskuteczne w kontrolowaniu świądu jako monoterapii (terapia jednolekowa). Potem znalazłam badanie gdzie na myszach kwas miał bardzo dobre działanie redukujące świąd, że lukrecja łagodzi ból miesiączkowy myszy, pomaga przy martwicy skóry myszy i fotostarzeniu skóry myszy też pomaga.

 Potem natrafiłam na 2 najbardziej interesujące badania.
1 -  Zbadano czy emulgator lub zemulgowany olej wpływa na przenikanie przez skórę kwasu w stosowaniu w emulsji olej w wodzie. W badaniu brało udział 6 emulgatorów powszechnie stosowanych w kosmetykach jednak nie zaobserwowano znaczących różnic. Zaś wykazano, że użycie fazy olejowej znacznie poprawia penetrację skóry.
2 - Zbadano czy szampon z kwasem redukuje świąd, egzemę, łupież, zapalenie i ilość grzyba malassezia (przynajmniej 2 rodzaje - M. restricta i M. globosa). Skuteczność tego schematu leczenia utrzymuje się na poziomie klinicznym, biochemicznym i mikrobiologicznym. {źródło} Autorami badania są: Turlier V1, Viode C, Durbise E, Bacquey A, LeJeune O, Oliveira Soares R, Lauze C, Villeneuve C, Rouquier A, Casas C, Redoules D, Mengeaud V, Schmitt AM.

~bardzo luźne i wybiórcze tłumaczenie najciekawszych fragmentów badania~

 W sumie 67 pacjentów (27 we Francji i 40 w Portugalii) o średniej wieku 33,63 ± 10,21 lat zostało uwzględnionych, 26 mężczyzn i 41 kobiet. Zostali przydzieleni losowo do grupy leczonej ( n = 33) i grupa kontrolna ( n = 34). Obie grupy były klinicznie porównywalne w W2. Cztery osoby wycofały się przedwcześnie z badania (dwie z każdej grupy) , co spowodowało populację 63 pacjentów.

Badano między innymi:
  • Zmiana ogólnej punktowej oceny łupieżu sklasyfikowanego przez badacza w W1, W2, W6 i W10 w porównaniu z W0,
  • Zmiana objawów podrażnienia z W0 przy każdej wizycie z oceną rumienia w 4-punktowej, półilościowej skali: 0 = nieobecny, 1 = łagodny, 2 = umiarkowany, 3 = ciężki,
  • Globalna ocena skuteczności przez badacza i podmiot podczas każdej wizyty, mierzona oceną SGA (subiektywna ocena globalna) za pomocą 5-punktowej skali (1 = gorsza, 2 = stabilizacja / brak zmiany, 3 = niewielka poprawa, 4 = znacząca poprawa, 5 = całkowita rozdzielczość lub całkowita remisja).  

Dodatkowo podmiot badał:
  • Cotygodniową samoocenę stanu (łupież, uczucie dyskomfortu, świąd) w 4-punktowej skali (0 = nieobecny, 1 = łagodny, 2 = umiarkowany, 3 = ciężki),
  • Czas do pierwszego nawrotu (gdy stan ≥ wyjściowy wynik) dla co najmniej jednego z trzech elementów: łupieżu, dyskomfortu lub swędzenia,
  • Zgodność (liczba zastosowań badanego produktu zgłoszona przez pacjenta w porównaniu z liczbą teoretyczną).
 
Badanym produktem był szampon przeciwłupieżowy (Kelual DS®, DUCRAY Dermatological Laboratories, Boulogne Billancourt, Francja) zawierający cyklopiroksolamine, pirytionian cynku, 18βGA i bazę do mycia, podczas gdy "kontrolnym" produktem był neutralny szampon (Extra Doux ® , Ducray laboratories)

 Tak wygląda ten szampon:


 WATER (AQUA) , SODIUM LAURETH SULFATE , PEG-7 GLYCERYL COCOATE , DISTEARYL PHTHALIC ACID AMIDE , POLYSORBATE 20 , COCO-GLUCOSIDE , CICLOPIROX OLAMINE,. LAURYL BETAINE, ACETAMIDE MEA, ZINC PYRITHIONE, CETEARETH-60 MYRISTYL GLYCOL, ACRYLATES/C10-30 ALKYL ACRYLATE CROSSPOLYMER ,DMDM HYDANTOIN,FRAGRANCE (PARFUM), GLYCYRRHETINIC ACID, METHYLISOTHIAZOLINONE , POLYQUATERNIUM-10, SODIUM POLYNAPHTHALENESULFONATE

Każde zastosowanie badanego produktu składało się z dwóch aplikacji z 3-minutowym czasem ekspozycji przed płukaniem. Dwa produkty zostały oznaczone i ponumerowane zgodnie z wygenerowaną komputerowo listą opracowaną przez Pierre Fabre Biometrie i przydzielono je każdemu pacjentowi zgodnie z kolejnością włączenia. Badanie było otwarte, ponieważ pacjenci mogli z łatwością odróżnić badane produkty ze względu na ich bardzo różny zapach, lepkość i kolor. 

Badanie trwało ponad 10 tygodni, w tym 2-tygodniowa intensywna faza leczenia i 8-tygodniowa faza podtrzymywania. W dniu włączenia (W0) wszyscy pacjenci otrzymywali badany produkt do użycia trzy razy w tygodniu × 2 tygodnie (tj. Sześć razy w fazie intensywnego leczenia), a ostatnie użycie musiało odbyć się 2 dni przed wizytami. Pacjenci mogli stosować obojętny szampon między dwoma zabiegami, jeśli używali szamponu częściej niż trzy razy w tygodniu, ale nadal stosowali odstępy 2 dni bez użycia szamponu przed wizytami.

Najbardziej interesujące mnie wnioski:
  •  W porównaniu z W0 zaobserwowano bardzo znaczący spadek po 2 tygodniach leczenia: -97.8% dla Malassezia restricta i -94.9% dla M. globosa,
  • W trakcie badania zaobserwowano kliniczną poprawę, przy bardzo znaczącym spadku ogólnego wyniku klinicznego łupieżu podczas intensywnej fazy leczenia i braku powrotu do warunków wyjściowych w dwóch grupach w W6 i W10, różnica międzygrupowa była wysoce znacząca za każdym razem punkt na korzyść grupy leczonej ( p <0,0001 dla różnicy zmian w W6 i W10 w stosunku do W2),
  • Subiektywna ocena globalnej skuteczności oceniona przez badacza i badanego wzrosła podczas intensywnej fazy leczenia i utrzymywała się (tj. Nie powracała do wartości wyjściowej w obu grupach), szczególnie w grupie leczonej: badana przez badacza poprawa (tj. niewielkie i znaczące polepszenie i całkowite wyleczenie) stwierdzono w 97% przypadków w W2 i 76% w grupie leczonej w porównaniu do 27% w grupie kontrolnej w W10. Podobnie oceniano kumulacyjną poprawę ocenianą przez podmiot w 94% przypadków w W2 i 70% w grupie leczonej w porównaniu z 20% w grupie kontrolnej w W10,
  • Pod koniec intensywnej fazy leczenia poziom markerów stanu zapalnego i świądu znacznie się zmniejszył: katepsyna S o -70%, histamina o około -65%  i IL-4 8 o -87.5%. Stosunek IL-1RA / IL-1α zmniejszył się o około -20% ( p <0,05), odzwierciedlając proces przeciwzapalny. Znacznik kohezji komórek PLK zmniejszył się znacząco (-41,7%, p <0,01).
Badanie to przeprowadzono w okresie zimowym, kiedy choroba jest częstsza, ale także wtedy, gdy objawy są łagodniejsze, co wymaga znacznie większego rozmiaru próbki, aby wykazać rzeczywisty efekt terapeutyczny badanego produktu.

Stwierdzono dodatnią zależność między głównymi objawami klinicznymi ŁZS (łupież, swędzenie i rumień), a następującymi biomarkerami: populacjami Malassezia , poziomem histaminy i stosunkiem IL-1RA / IL-1α. 

W 2013 r. Schwartz dokonali przeglądu nieprawidłowości strukturalnych i biomolekularnych charakteryzujących ŁZS. Doszli do wniosku, że biomarkery reprezentujące stan zapalny, hiperproliferację i funkcję bariery zostały zaburzone przez stan ŁZS i silnie zareagowały na rozwiązanie terapeutyczne. Stwierdzono, że wiele biomarkerów jest znacząco skorelowanych z kluczowym objawem ŁZS płatkowania, takim jak IL-1RA: IL-1α, IL-8, histamina, mimucyna, keratyna.

W oparciu o komponent zapalny ŁZS, brak synchronizacji pomiędzy proliferacją i różnicowaniem oraz upośledzoną funkcją bariery, Schwartz et al. sugerował, że ŁZS może należeć do grupy zapalnych dermatoz, w tym łuszczycy, atopowego zapalenia skóry i trądziku, chociaż warunki te różnią się w ich zdarzeniach wyzwalających. W związku z tym dodatek 18βGA, wykazujący działanie przeciwzapalne w hodowanych komórkach oraz w modelu ostrego zapalenia w uchu myszy, mógłby przyczynić się do działania przeciwzapalnego in vivo obserwowanego w naszym badaniu, w połączeniu z cyklopiroksolaminą i pirytionianem cynku.

Dołączam świetną grafikę pokazującą rezultaty tego badania:

a-e Ewolucja kryteriów klinicznych podczas intensywnej fazy leczenia (W0 do W2) w globalnej populacji badanej oraz w fazie podtrzymującej (W2 do W10) u pacjentów z grupy kontrolnej i leczonej (a - rumień, b - ogólna skuteczność, c - samoocena, d -samoocena dyskomfortu, e - samoocena swędzenia).

~koniec tłumaczenia~

Wszystkie badania pokazują, że kwas ma działanie:
  • przeciwnowotworowe, 
  • przeciwzapalne,
  • przeciwbakteryjne.
Teraz mam niemałą zagwozdkę. Na pewno chce to przetestować bo jeżeli pomaga mi krem z biodermy przy ataku łzs to istnieje wielka szansa, że to mi pomoże na głowie, a jak nie to z chęcią bym zrobiła sobie maseczki na twarz z tym kwasem. Nie wiem czy chce stosować gotowy szampon czy może wolę półprodukt i dodawać go do szamponu albo zrobić wcierkę. Obie opcje są stosunkowo drogie, a szamponów do wyboru za dużo nie ma na rynku bo raptem 4 znalazłam. Jeżeli chodzi o półprodukt to tutaj też mam mały rebus ponieważ nie jest oczywiście znana dokładna wartość % kwasu w proszku tylko orientacyjna minimlna. Nazewnictwo też myli i muszę poszperać bo nie chcę kupić sproszkowanej lukrecji tylko korzeń lukrecji. Co myślicie o takim testowaniu?

13:53

Kwasy - 1 - kwas migdałowy

Kwasy - 1 - kwas migdałowy
Jakiś czas temu pisałam, że jestem chętna na kwasy w domu. Pierwsze koty za płoty więc czas na jakieś małe podsumowanie. Nie będę tutaj odnosić się do cery trądzikowej/azs/stanów zapalnych ponieważ ja nie mam takiego problemu. Nie jestem kosmetologiem i robię wszystko na moją własną odpowiedzialność. Pamiętaj, że nawet najłagodniejszy kwas może poparzyć skórę!

Przemyślałam sytuację i zdecydowałam się na kwas migdałowy (AHA) ponieważ pasuje do mojego typu cery, jest uznawany jako jeden z łagodniejszych oraz jego właściwości odpowiadają moim oczekiwaniom.
Pozytywne aspekty kwasu migdałowego:
  • rozjaśnia przebarwienia (nie te hormonalne),
  • redukuje poszarzałe obszary,
  • zmniejsza pory,
  • zmniejsza łojotok,
  • ujędrnia,
  • redukuje zaskórniki.
Zdecydowałam się na produkty marki Norel Dr Wilsz. Poniżej znajdziecie opisy producenta.
  • Tonik - żel z kwasem migdałowym 6% /500ml
Bezalkoholowy tonik żelowy (pH 3,0) o unikalnych własnościach wygładzających i rozjaśniających. Przeznaczony dla każdego rodzaju cery. Dzięki zawartości kwasów wspomaga usunięcie obumarłych komórek naskórka, ujednolica koloryt cery i utrzymuje florę bakteryjną skóry w równowadze. Nie podrażnia i nie piecze. Tonik zawiera:
- 6% kwas migdałowy - o działaniu oczyszczającym i rozjaśniającym;
- glukonolakton – działa przeciwzapalnie i wycisza grę naczyniową;
- kwas laktobionowy – chroni skórę przed wolnymi rodnikami, likwiduje stany zapalne i doskonale nawilża;
- pantenol - o działaniu kojącym i nawilżającym.
Stosowanie: w fazie oczyszczania skóry przed zabiegami, nawet w okresie letnim.
  • 50% kwas migdałowy + PHA /50ml
Żelowy peeling oparty na 50% mieszaninie kwasu migdałowego (40%) i polihydroksykwasów (10%) – Gluconolakton, Kwas laktobionowy, przy pH 1,5. Polecany dla skór młodych, tłustych oraz dojrzałych, naczyniowych i z przebarwieniami. Peeling całoroczny z zachowaniem ochrony przeciwsłonecznej. Skutecznie złuszcza, wygładza i rozjaśnia przebarwienia. Pobudza syntezę kolagenu, redukuje zmarszczki i lekko napina skórę. Działa przeciwzapalnie i łagodząco na zmiany naczyniowe powodując ich częściową remisję. Dzięki właściwościom antybakteryjnym zmniejsza łojotok, ilość zaskórników i wykwitów trądzikowych. Nie podrażnia i nie powoduje dyskomfortu klienta, przy równoczesnej wysokiej skuteczności eksfoliacji.
Stosowanie: nanosić na skórę twarzy, szyi i dekoltu pędzelkiem, po uprzednim oczyszczeniu skóry Żelem z 5% kwasem migdałowym. Czas pozostawienia kwasu na skórze: 2 – 6 minut, w zależności od reakcji skóry i liczby zabiegów. Następnie użyć Neutralizator Norel i całość zmyć letnią wodą.
  • Neutralizator do kwasów /250ml
Preparat o zasadowym odczynie (pH – 9,0), który skutecznie i natychmiastowo neutralizuje i przerywa działanie kwasów. Pozwala na przeprowadzenie kontrolowanej i bezpiecznej eksfoliacji. Neutralizator zawiera:
- sodium bicarbonate (wodorowęglan sodu) – reguluje odczyn pH; pantenol, alantoinę – działają łagodząco, gojąco i przeciwzapalnie;
- ekstrakt z lukrecji i hialuronian sodu – optymalnie nawilżają i wygładzają naskórek;
- alantoinę, pantenol - łagodzą podrażnienia i wspomagają gojenie naskórka.
Stosowanie: wacikami nasączonymi Neutralizatorem przetrzeć skórę z wcześniej zaaplikowanym peelingiem kwasowym. Podczas zachodzącej neutralizacji kwasów dochodzi do powstania delikatnej piany i krótkotrwałego uczucia ciepła. Całość zmyć kilkukrotnie letnią wodą.


Krok po kroku jak przeprowadzam eksfoliację:
1. Oczyszczenie twarzy peelingiem. Tutaj było różnie ponieważ nie zauważyłam różnicy w działaniu kwasu gdy używałam peelingu z drobinkami lub czarnego mydła, które czyści mi skórę tak, że aż skrzypi. I tutaj drobna uwaga: ja mam skórę bardzo rogowaciejącą, stosunkowo odporną na wszystko to co nakładam na twarz.
2. Pree-peeling. Używałam tutaj tonik-żelu 6%, który ma za zadanie przygotować skórę na więcej. Kosmetyk trzymam przysłowiowe 2 minuty i go nie zmywam. Wraz z ilością zabiegów zauważyłam, że czasami zdąży się wchłonąć zanim nałożę kwas na twarz.
3. Kwas. Pompuję kwas bezpośrednio na pędzelek i ostrożnie smaruje twarz omijając usta i okolice oczu i dużo pod oczami. Konsystencja jest na tyle dziwna, że kilka pompek zawsze używałam (albo mój pędzelek tyle wchłania chodź nie jest super duży). W pogotowiu zawsze mam neutralizator i pilnuję, żeby kwas nigdzie nie ściekał.
4. Neutralizator. Gdy już czas kończyć zabawę zmywam wszystko wacikami nasączonymi neutralizatorem. Nadal pilnuje, żeby przy zbieraniu kwasu wacikiem nigdzie mi nie zleciał. Gdy już dojdę do wacika, w którym czuję, że już smaruję po twarzy, a nie po kwasie to myję twarz wodą.
5. Nawilżenie. Zawsze maska nawilżająca na 20 minut, potem jakiś kremik na twarz albo żel-krem.

Zawsze używam kremu bb z filtrem SPF30 gdy wychodzę z domu. 

Jakie miałam oczekiwania? 
Najbardziej zależało mi na pozbyciu się zaskórników na brodzie i szarożółtych przebarwień wokół ust. Liczyłam na uspokojenie się łojotoku.

A jaka była rzeczywistość?
Kwasy kładłam co tydzień, po 5 tygodniach nakładałam 2 razy w tygodniu. Czasy są orientacyjne ponieważ wpierw nałożyłam pomału i ostrożnie kwas na twarz, a dopiero potem włączałam stoper. Stoper też wyłączałam i dopiero potem nakładałam pomału neutralizator. Zapiekło mnie tylko przy pierwszym użyciu w jednym miejscu. Nie było to bolesne tylko takie podszczypywanie łagodne. Obecnie zrobiłam sobie przerwę ponieważ wyjechałam i nie miałam ochoty zabierać pół łazienki ze sobą. :)

Rzeczywistość pokazała, że dla mojej skóry te początkowe zabiegi [1,2,3] były bardzo nic nie robiące. Skóra leciutko czerwona - nawet nie tyle co bym sobie twarz porządnie peelingiem potraktowała. Po prostu tyle co nic. W [4] wymyśliłam, że skoro moja skóra jest tak oporna to wydłużę czas dwukrotnie. Wtedy zauważyłam, że skóra już jakoś zareagowała, była bardziej czerwona i zauważyłam później pierwsze łuszczenie. Przy [5] miałam drobny wypadek ponieważ kwas mi spłynął do kącika ust. Naprawdę chwila i się rozchodził po ustach. Szybko zmyłam to neutralizatorem, a potem wodą. Trochę poszczypało (ale nie boleśnie, naprawdę delikatnie) i po 20 minutach biały osad zniknął. Z każdym kolejnym zabiegiem [6,7,8] widziałam, że coraz więcej skóry mi się łuszczy jednak nie jest to oszałamiający wynik. Przypominało to bardziej suche skórki niżeli prawidłowe łuszczenie. Łuszczy mi się część prawego polika i obszar na brodzie pod ustami.

Gdy skończy się przerwa prawdopodobnie będę nakładać kwas tylko na obszary na których mam zaskórniki ponieważ to na nich mi najbardziej zależy. Nie wiem czy to jest dobry pomysł nakładać tak kwas będę musiała zrobić jakąś konsultację zanim się za to zabiorę. Cichym bohaterem w tym wszystkim jest tonik-żel ponieważ używałam go sporadycznie w ciągu tygodnia i okazuje się, że bardzo fajnie skóra po nim wygląda. Na pewno będę używać częściej tego preparatu.

Nie dostałam w pełni wszystkiego czego oczekiwałam jednak nie jest tak źle. Tak naprawdę ostatnie 4 razy z kwasem coś tam podziałały lekko na moją skórę, a ja już zdążyłam sobie zrobić przerwę. :)
  • Pozbywam się pomału szaro-żółtych plam wokół ust. Plamy wybijały się szczególnie gdy miałam na twarzy krem bb. Obecnie mając krem nie widzę plam jednak bez kremu nadal widzę przebarwienia. 
  • Nie pozbyłam się wszystkich czerwonawych/różowawych przebarwień, lekko widzę różnicę w lustrze. Skóra nie jest tak sucha już.
  • Mam wrażeniem, że zmniejszył mi trochę pory.
  • Nie zmniejszył mi łojotoku, ale zmniejszył rogowacenie z czego jestem najbardziej zadowolona.
  • Ujędrnił mi policzki.
  • Zaskórniki na brodzie. Coś tam porobił, tak jakby spłycał skórę, te syfy zaczynały wychodzić i się zmniejszyła ilość. Nie jakoś spektakularnie, ale jednak coś zadziałało. 
No i na koniec zdjęcia:
Z lewej zdjęcia wykonane w grudniu, a z prawej wykonane 15 lutego 2018r. 
Na czole najmniej widać różnicę. W dodatku trochę mnie wysypało po kremie z saszetki i o ile na zdjęciu brody tego nie widać, to na czole już tak.






Copyright © 2016 Fit Fat Couple , Blogger